#PlasticFreeJuly 2019 – Dzień 10. Łazienka bez plastiku – demakijaż.

Dzisiaj porozmawiamy o demakijażu, więc jest to wpis dedykowany raczej kobietom 🙂 Jakich kosmetyków używasz do zmywania makijażu? Zapewne w zdecydowanej większości zapakowane są w plastikowe butelki, prawda? Czy jest zatem alternatywa do plastiku?

Oczywiście, ale przyjrzyjmy się najpierw standardowemu, “drogeryjnemu” zestawowi do demakijażu. Już wiele lat temu zaczęłam stosować produkty bez szkodliwych substancji, mniej lub bardziej naturalne czy organiczne, w zależności od tego, co było dostępne na polskim rynku. Niezależnie od składu, sam produkt zawsze znajdował się w opakowaniu z tworzywa sztucznego. Jak wyglądał mój zestaw?

  • dwufazowy płyn do demakijażu oczu
  • mleczko do demakijażu twarzy
  • płyn micelarny
  • tonik
  • płatki kosmetyczne
  • patyczki kosmetyczne (te używane najczęściej do uszu, którymi zmywałam resztki tuszu na granicy powieki z rzęsami)

Wszystko było pakowane w plastik, a patyczki kosmetyczne same zrobione głównie z plastiku.

Tak wygląda mój zestaw do demakijażu obecnie (z wyjątkiem myjek Glov, które po prostu chciałam Ci pokazać):

Pierwsza zmiana i eliminacja plastiku nastąpiła u mnie zupełnie przypadkiem, zanim jeszcze usłyszałam o zero waste. Kilka lat temu leciałam w podróż służbową i jak zawsze przed odlotem snułam się po lotniskowych sklepach, zwłaszcza w sekcjach z kosmetykami 😉 Tuż przy kasie zobaczyłam wywieszony zestaw rękawic do demakijaży Glov Travel Set. Producent pisał na opakowaniu, że można zmyć makijaż bez użycia kosmetyków – tylko woda i myjka. Zaintrygowana skusiłam się, zwłaszcza, że zestaw był w promocji. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że to “magiczne” rozwiązanie faktycznie działa. Teoretycznie myjki zachowują swoje pełne właściwości przez 3 miesiące, ale ja używałam ich ponad rok. Może dlatego, że mój codzienny makijaż jest minimalistyczny 😉

Czy są jakieś wady tej metody demakijażu? Ja znalazłam dwie:

  • po demakijażu moja skóra była napięta i delikatnie wysuszona (a mam mieszaną cerę), ale o ile dobrze kojarzę, to wtedy był tylko jeden rodzaj myjek, a teraz jest kilka, nawet do suchej skóry
  • skład – nie jest to naturalny materiał, tylko poliester lub poliester + polamid

Po tym, jak myjki przestały już dobrze zmywać makijaż, zmieniły przeznaczenie na myjki do sprzątania 🙂 Świetnie pełnią tę rolę już od kilku lat i jak widać na zdjęciu, pomimo upływu czasu wciąż wyglądają bardzo dobrze.

Kusi mnie, żeby wrócić do Glov, bo to był najszybszy i najprostszy sposób na demakijaż. Jeśli to zrobię, to podzielę się wrażeniami.

W jaki sposób zatem zmywam makijaż obecnie? Używam do tego celów mieszanki olejów, które sama robię. Eksperymentuję z różnymi połączeniami, teraz jest to taka receptura:

  • 2 łyżki oliwy z oliwek (extra vergine)
  • 2 łyżki oleju słonecznikowego bio
  • 2 łyżki oleju ze słodkich migdałów (opcjonalnie)
  • 2 łyżki oleju sezamowego
  • 2 łyżki oleju rycynowego
  • kilka kropli naturalnego lawendowego olejku eterycznego
  • kilka kropli naturalnego olejku eterycznego ze słodkiej pomarańczy

Najpierw łączymy wszystkie oleje, a na koniec dodajemy olejki eteryczne. Ważne jest, żeby oleje były jak najlepszej jakości, nierafinowane, a olejki naturalne, a nie zapachowe, bo te nie nadają się do kontaktu ze skórą.

Taką mieszankę najlepiej przechowywać w szklanej butelce lub słoiku, zamknięte w szafce. Wystawione na działanie światła słonecznego dużo szybciej zjełczeją.

W jaki sposób zmywamy makijaż olejami? Są różne metody.

Po pierwsze, tzw. OCM, czyli olejowanie twarzy.

  • Mieszankę olejów nakładasz na twarz i delikatnie ją wmasowujesz około 2 minuty, żeby rozpuścić makijaż. Następnie nakładasz na twarz ręcznik do twarzy zmoczony w gorącej wodzie (oczywiście wyżymany :-)) Dzięki wysokiej temperaturze cząsteczki brudu rozpuszczają się, mieszają z olejami, a pory otwierają się.
  • Nakładasz na twarz kolejną porcję mieszanki olejów i ponownie delikatnie masujesz. Pory są otwarte, więc dokładnie się teraz oczyszczą. Nakładasz gorący ręcznik, chwilę odczekujesz i wycierasz nim delikatnie twarz.
  • Na koniec opłukujesz twarz zimną wodą (żeby zamknąć pory)
  • Po zakończeniu oczyszczania nakładasz na twarz tonik/krem/serum (czegokolwiek używasz na co dzień). Jako tonik (dla każdej cery) doskonale się sprawdza woda różna, która jest zazwyczaj sprzedawana w szklanych butelkach 🙂

Drugą metodę nazywam OCM dla leniuchów 😉

Wiem, że mogą tu spaść na mnie gromy z jasnego nieba od kosmetyczek, ale kiedy jestem bardzo zmęczona, to idę na łatwiznę i po prostu moczę w ciepłej wodzie bawełniane płatki wielorazowe, nakładam na nie olej i zmywam makijaż. Na oczy przykładam płatki na kilkanaście sekund, żeby olej połączył się z tuszem do rzęs. Potem delikatnie przecieram oczy. Zazwyczaj muszę przetrzeć twarz płatkami z olejem dwa razy. Na koniec wklepuję płyn micelarny albo wodę różaną, a następnie jeden z moich ulubionych olejków do twarzy (również pod oczy – używam tylko jednego produktu).

Jeśli masz w domu doniczce aloes, to od czasu do czasu polecam Ci odciąć kawałek i miąższem posmarować twarz. Dzięki temu Twoja skóra będzie mega nawilżona i odżywiona. Zrób jednak najpierw próbę uczuleniową na małym kawałku skóry, np. na przedramieniu, ponieważ aloes może uczulać.

Swego czasu używałam wyłącznie oleju ze słodkich migdałów, ale ponieważ lubię mieszać, to kiedy trafiłam na podobny przepis jak wyżej, postanowiłam poeksperymentować, czyli zmodyfikować go po swojemu i przetestować na własnej skórze 🙂

Dlaczego akurat taka mieszanka? Po pierwsze dlatego, że miałam już te oleje w domu. PO drugie dlatego, że nie kosztują fortuny. A po trzecie dlatego, że mają znane już wielu wieków dobroczynne właściwości:

  • Oliwa z oliwek – doskonale nawilża i nawilża skórę, ma działanie przeciwzapalne i przeciwzmarszczkowe, jest źródłem witaminy E i nienasyconych kwasów tłuszczowych.
  • Olej słonecznikowy – skutecznie regeneruje, nawilża i zmiękcza skórę, podobnie jak oliwa z oliwek jest bogatym źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych oraz witaminy A, D i E.
  • Olej ze słodkich migdałów – jest bardzo uniwersalnym olejem, nadaje się dla każdego typu cery, szybko się wchłania (szybciej niż dwa powyższe oleje), działa nawilżająco, odżywczo i przeciwzapalnie. Nadaję się nawet dla dzieci, jest idealny również do masażu ciała.
  • Olej sezamowy – jest jednym z moich ulubionych olejów w kuchni. Ma stosunkowo intensywny zapach i jest niezastąpiony w potrawach kuchni azjatyckiej, którą uwielbiam 😉 Ma właściwości nawilżające, oczyszczające, zmiękczające, łagodzące, przeciwgrzybicze, reguluje pracę gruczołów łojowych. Świetnie sprawdza się przy cerze trądzikowej, nadaje się też do masażu.
  • Olej rycynowy – kiedyś dostępny głównie w aptece albo specjalistycznych sklepach, a od kilku lat święci swój come back, przynajmniej tak mi się wydaje 😉 Ma właściwości oczyszczające, odżywcze, przeciwzapalne, przeciwgrzybicze i nabłyszczające. Doskonale odżywia rzęsy, włosy i paznokcie, ale też nabłyszcza, dlatego bardzo często jest składnikiem szminek i balsamów do ust.
  • Olejek eteryczny lawendowy – to mój ulubiony olejek, chyba jestem od niego uzależniona 😉 Stosuję go do celów kosmetycznych, ale też i we wszystkich środkach czystości, które robię sama w domu, w tym w proszku do prania. Smaruję nim skórę, pościel i obrzeże łóżka, żeby odstraszyć komary 🙂 Jeśli jednak jakiś krwiopijca mnie ukąsi, to smaruję nim miejsce ukąszenia i szybko łagodzi swędzenie i gojenie. Ma silne działanie przeciwgrzybiczne i antybakteryjne, regeneruje naskórek, przyspiesza gojenie, łagodzi świąd, pomaga w walce z łupieżem. Jego aromat działa kojąco, relaksująco, przeciwdepresyjnie. Jako jeden z nielicznych olejków eterycznych może być stosowany u dzieci (oczywiście w bardzo małych ilościach).
  • Olejek eteryczny ze słodkiej pomarańczy – uwielbiam jego zapach, ale ma też wszechstronne, dobroczynne działanie. Dobrze oczyszcza, dezynfekuje, wspomaga proces wytwarzania kolagenu i przepływu limfy, dzięki czemu doskonale sprawdza się do masażu, zwłaszcza antycellulitowego. Działa antyoksydacyjnie, antyseptycznie, a nawet przeciwnowotworowo; uspokaja i pomaga zasnąć. Wpływa korzystnie na układ oddechowy i nerwowy. W odróżnieniu od większości innych olejków cytrusowych nie jest fototoksyczny (czyli nie wywołuje reakcji alergicznych na skórze pod wpływem promieni słonecznych). Tego olejku (podobnie jak lawendowego) również używam często jako składnika domowej chemii czyszczącej.

Pamiętajcie, żeby ostrożnie wprowadzać oleje do czyszczenia i pielęgnacji skóry. Olej (albo mieszanka), który sprawdza się u mnie, niekoniecznie musi się sprawdzić również u Ciebie. Skóra potrzebuje też zazwyczaj trochę czasu, żeby przyzwyczaić się do nowej metody demakijażu, zwłaszcza jeśli do tej pory używałaś kosmetyków z kiepskimi składami, takimi jak oleje mineralne (paraffinum liquidum), SLS, parabeny, formaldehydy itp.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *