#PlasticFreeJuly 2019 – Dzień 13. Łazienka bez plastiku – golenie się i depilacja.

Dzisiaj wpis zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn. Porozmawiamy bowiem o goleniu się i depilacji 🙂

Mam to szczęście, że poza głową wszędzie indziej na ciele mam mało włosów. Nie będę wchodzić w szczegóły, ale choć mam ciemne włosy, to na nogach łydkach mam ich “pięć na krzyż”, a na udach prawie wcale, więc mogę golić nogi raz na kilka tygodni. Taki stan rzeczy był zawsze powodem zazdrości wielu moich koleżanek, nawet blondynek 😉

Czego to ja w życiu nie próbowałam do golenia… Do dzisiaj mam traumatyczne wspomnienia po wosku, auć! Kremy do depilacji zawsze śmierdziały mi jak płyn do trwałej albo farba do włosów. Na dodatek odkąd lata temu zaczęłam sprawdzać składy kosmetyków, to z taką tubką z kremem do depilacji pożegnałam się czym prędzej niemal odprawiając nad nią egzorcyzmy 😉 Pasta cukrowa? Nie przypadła mi do gustu. Laser? Obiecałam sobie, że może kiedyś, bo to bardzo duży wydatek, a przy moim owłosieniu, to musiałabym żyć chyba z pięć razy, żeby zwrócił mi się koszt w porównaniu do maszynek jednorazowych, więc jedynie wygoda jest tu argumentem za 😉

Przed zmianą na depilację bez plastiku używałam właśnie jednorazowej maszynki do golenia, choć tak nie do końca jednorazowej, bo z wymiennymi końcówkami. Produkowałam mało odpadów, bo ta jedna końcówka starczała mi na jakieś 2 do 3 miesięcy. Do “poślizgu” używałam po prostu mydła, którym myłam ciało. Najpierw w płynie, potem w kostce.

Czego używam obecnie? Wyłącznie maszynki na żyletki i mydła Aleppo albo innego, którym myję ciało, jednak Aleppo lubię najbardziej. O tym mydle pisałam wczoraj. Dlaczego to mydło? Dobrze się pieni, jest antybakteryjne, dezynfekuje i przyspiesza gojenie ewentualnych zacięć ;-).

Przyznam szczerze, że długo się nie mogłam zebrać do wypróbowania maszynki na żyletki, ale w końcu to zrobiłam. Miałam nadzieję, że może ostały się jeszcze jakieś u moich rodziców, bo pamiętałam, że mój tata się takimi kiedyś golił, ale niestety nie, więc musiałam kupić nową. Rozważałam różne opcje: całą metalową, z bambusowym uchwytem, z mieszanką różnych tworzyw (oczywiście nie sztucznych!) i w końcu przypadkiem, na targach trafiłam na cudowne rękodzieło polskiej rodzinnej firmy Drewnem Pisane by MK, która daje drugie życie drewnu. Najpierw się przyglądałam i zastanawiałam, czy to nie byłaby zbyt duża strata, jeśli kupię tę piękną maszynkę i nie będę jednak w stanie zmienić metody depilacji. Przespałam się więc z decyzją i po jakimś czasie sprawiłam sobie takie cudo w prezencie urodzinowym wraz z chyba jeszcze piękniejszym piórem wiecznym (o tym piórze i innych rozwiązaniach na przybory szkolne i biurowe bez plastiku będę pisała w połowie sierpnia). Dodam, że macie możliwość zamówienia z dowolnego dostępnego w danym momencie drewna ( a nawet łączyć je z żywicą, dzięki czemu wychodzą przepiękne efekty. Pani Kamila cierpliwie tłumaczy i podpowiada co z czym i jak można łączyć 🙂 Moja maszynka jest z czeczoty i żywicy, jeśli dobrze pamiętam. Każda jest jedyna w swoim rodzaju i niepowtarzalna. Czyż to naprawdę nie jest małe dzieło sztuki? Nie przypuszczałam, że można się tak zachwycać ostrym sprzętem 😉

Warto dodać, że drewno wykorzystywane do produkcji wszystkich produktów Drewnem Pisane by MK pochodzi z wyschniętych odpadków lub z wiatrołomów, a nie ze specjalnie wycinanych do produkcji drzew. Dla mnie to bardzo ważne, bo nie są niszczone bezcenne i mocno przetrzebione zasoby naszej planety, tylko zagospodarowane to, co i tak by zostało zutylizowane.

Nie uważam, że moja maszynka jest damska z wyglądu, ale panowie mogą sprawić sobie przepiękny zestaw z pędzlem i stojakiem. Zawsze mnie zachwycały takie zestawy. Piękno, elegancja i klasa. Wydatek spory, ale jeśli się odpowiednio o niego dba, to starczy na długie lata, jeśli nie na całe życie. Taki zestaw zawsze nostalgicznie kojarzy mi się z moim nieżyjącym już dziadkiem… A ten konkretny na poniższych zdjęciach z moim ulubionym stylem art deco:

Jeśli nie wyobrażasz sobie przestawienia się na maszynkę na żyletki, to zamiast jednorazowych wybierz chociaż taką z wymiennymi końcówkami, np. równie piękną (ta wykonana jest z daglezji):

Chciałabym jasno zaznaczyć, że nie namawiam Cię do wydawania kupy pieniędzy na ręcznie robioną maszynkę czy zestaw do golenia. Jednym odpowiada to, że kupią używaną za 20 zł i są zadowoleni. Są pewne produkty, których ja nigdy nie kupię używanych i Ty też masz do tego prawo. Zero waste i ograniczanie plastiku, to nie poświęcanie się za wszelką cenę wbrew sobie. Ja lubię przedmioty piękne, dobrej jakości, ale jednocześnie użyteczne, a na dodatek wykonane ręcznie przez polskich rzemieślników. I uważam, że trzeba pokazywać ich dzieła, bo prawdziwe rzemiosło i wysoka jakość nie są niestety obecnie standardem w zalewającej nas tandecie z plastiku. Dobra maszynka kosztuje co najmniej kilkadziesiąt złotych, jeśli mam tyle zapłacić za coś, co i tak jest produkowane w Chinach, to wolę trochę dołożyć i wspierać polskich artystów rzemieślników, bo efekt końcowy, pomimo, że to przedmiot użytkowy, jest dla mnie dziełem sztuki.

Oczywistym alternatywnym rozwiązaniem dla panów są maszynki elektryczne. Nie opowiem Ci o jej zaletach z pierwszej ani z drugiej ręki, bo u mnie w domu nikt takowej nie używa, preferujemy żylety 😉 Na rynku jest tyle ich rodzajów, że na pewno każdy mężczyzna jest w stanie dobrać odpowiednią dla siebie. Kiedyś słyszałam, że mogą podrażniać i wysuszać skórę. Czy tak jest w istocie, trudno powiedzieć. Tak jak z wieloma innymi produktami – jedni je uwielbiają, inni nie zaprzyjaźnili się z nimi w ogóle 😉

Żeby nie było tak kolorowo, to zastanówmy się, jakie są minusy golenia się maszynką na żyletki?

  • możesz się zaciąć, zwłaszcza przy pierwszych próbach
  • trzeba uważać na palce, też można je skaleczyć
  • musisz trochę potestować ze stopniem dokręcenia żyletki w główce maszynki (ja za pierwszym razem dokręciłam ją maksymalnie i myślałam, że maszynka jest zepsuta, bo nie było żadnego efektu ;-))
  • trzeba ją wycierać do sucha po każdym użyciu, żeby żyletka na długo starczyła, co oznacza rozkręcanie i skręcanie maszynki, ale to zajmuje max 2 minuty

Moim zdaniem wystarczy trochę czasu i wprawy na przyzwyczajenie się do maszynki na żyletki. Kiedy jednak już się z nią oswoisz, to zagości w Twoim życiu na stałe 🙂

Czym zatem “smarować” twarz, brodę czy ciało, żeby dobrze i bezpiecznie dla zdrowia się golić?

Tak jak wspominałam, ja od wielu lat używam tego mydła, którym w danym momencie myję ciało, a idealnie sprawdza się mydło Aleppo. Mój mężczyzna używa pędzla, więc mazidło musi się dobrze pienić. Według niego Aleppo nie pieni się wystarczająco. Podsuwałam mu więc różne “wynalazki”, ale zawsze był problem z niewystarczającą pianą albo konsystencją. Ostatnio kombinował pół na pół z mydłem do golenia, które kupiłam na targach i kremem ze sklepu za kilka zł, ale za to w metalowej tubie. Na innych targach (chyba Ekocuda) trafiłam jednak na Męską Wyspę i ich ręcznie robione mydło do golenia Golibroda, które kupuje się w metalowej puszce, a potem dokupuje uzupełnienie. Genialne i zero waste’owe rozwiązanie! Ja wybrałam “zaocznie” wersję cedrową (cedr, szałwia i krwawnik), bo podobał mi się jej zapach 😉 Na szczęście okazała się strzałem w dziesiątkę! Mydło pieni się doskonale, jest wydajne, a zapach zyskał aprobatę 🙂 Gdyby leżało pod prysznicem, a nie w szafce, to sama bym go regularnie używała 😉 Składniki nie tylko pielęgnują i nawilżają, ale i niwelują podrażnienia, które często się pojawiają, po goleniu męskiego zarostu na twarzy. Dodam od siebie, że samo mydło, jak i opakowanie wygląda bardzo estetycznie i minimalistycznie, tak jak lubię 🙂 Balsamy do brody, która jest teraz wśród Panów bardzo modna również są świetne i zapakowane w metalowe puszki.

Obiecuję sobie, że kiedyś sama pobawię się z recepturą na mydło do golenia, ale skoro są dostępne świetne produkty bez plastiku, to jakoś mi się nie śpieszy 😉 Wystarczą mi moje balsamy do ust, peelingi, sole do kąpieli, o domowej chemii nie wspomnę. I tak już usłyszałam, że zrobiłam z domu laboratorium chemiczne, poza tym w garażu już i tak za chwilę zacznie brakować miejsca na moje woski, masła, olejki eteryczne, borkasy, węglany, nadwęglany i takie tam 😉

Jeśli macie swoje ulubione, sprawdzone produkty do golenia, to podzielcie się nimi. Na pewno jest coś, o czym nie tylko ja, ale i wiele innych osób nie wie, a warto by było, żeby się dowiedziało 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *