#PlasticFreeJuly 2019 – Dzień 4 – Zakupy do własnych opakowań i niebezpieczny Bisfenol A.

Dwa dni temu pisałam o tym, żeby na zakupy zabierać materiałową torbę oraz woreczki na produkty (np. uszyte ze starej firanki). 

A w co pakować produkty „mokre”, takie jak sery żółte i białe, oliwki, różne kiszonki, mięso, wędliny, oliwę, ocet itp.? Najlepiej do własnych pojemników i butelek, w których potem będziesz przechowywać te produkty w lodówce. Najlepsze i najbezpieczniejsze dla zdrowia są pojemniki szklane. Tak wyglądają przykładowe z mojej lodówki i nie tylko, wszystkie kupiłam w Ikei (niestety, Ikea nie sponsoruje tego artykułu ;-))

Jak widzisz, pomysłów na wykorzystanie szklanych opakowań po żywności kupionej w sklepie jest wiele. W butelkę po passacie wsypałam orzeszki ziemne i super się sprawdził ten sposób przechowywania.

Szklane pojemniki lubię też ze względów czysto praktycznych. W lodówce od razu widać co się w nich znajduje 🙂 Zaoszczędzam też czas, bo po powrocie z zakupów po prostu wstawiam je do lodówki, nie muszę nic przepakowywać, o wyrzucanych torebkach foliowych nie wspominając.

Używam też plastikowych pojemników które nie zawierają BPA, czyli Bisfenolu A. Zwracaj uwagę na to, że jeśli już kupujesz plastikowe pojemniki czy butelki, to żeby były oznaczone, że są bez BPA. Dlaczego? Ponieważ Bisfenol A jest substancją szkodliwą dla zdrowia, zwłaszcza dla małych dzieci.

Jest to związek chemiczny z grupy fenoli, który wykorzystuje się do produkcji tworzyw sztucznych już od końca XIX wieku. 

Podejrzewa się go o zwiększanie ryzyka zachorowań na: choroby serca, cukrzycę typu 2, zaburzenia tarczycy, problemy z płodnością u mężczyzn oraz… otyłość. 

W jaki sposób BPA dostaje się do naszych organizmów?

Przede wszystkim przez układ pokarmowy, do którego dostaje się wraz z żywnością zapakowaną w plastik. Szczególnie łatwo dostaje się do naszego ciała, kiedy opakowanie jest uszkodzone (np. porysowane) lub poddane wysokiej temperaturze – np. podczas gotowania ryżu czy kaszy w plastikowym woreczku, odgrzewaniu jedzenia w plastikowym opakowaniu w mikrofali. Niebezpieczne jest też zostawianie na słońcu plastikowej butelki z napojem. W 2011 roku Komisja Europejska wprowadziła zakaz stosowania BPA do produkcji butelek dla dzieci oraz wprowadziła zakaz ich importu i sprzedaży.

BPA dostaje się do naszych organizmów również przez skórę. Zapewne codziennie stykasz się z nim w sklepie, kiedy bierzesz do ręki paragon. NIE, to nie jest zwykły kawałek papieru i nie nadaje się do recyklingu… Stężenie BPA w paragonach jest nawet 250-1000 razy większe niż w żywności, a jego przenikalność przez skórę wynosi aż 46%!

Więcej o Bisfenolu A możesz przeczytać tutaj.

Doskonałe na lunchboxy i na zakupy będą też pojemniki ze stali nierdzewnej, zazwyczaj sprzedawano jako tzw. “bento box”, których nazwa wywodzi się z Japonii. Mają zazwyczaj kilka przegródek, często wyjmowanych, co przyda się na zakupy jednego rodzaju produktów. Minusem pojemników ze stali nierdzewnej jest ich wysoka cena.

Wróćmy do pojemników na żywność. Mój zestaw plastikowych pojemników wygląda tak:

Też są z Ikei (z wyjątkiem tego z czerwoną przykrywką), mam je od kilku lat i sprawdzają się świetnie nie tylko podczas zakupów, ale też używam ich często jako lunchboxy. Jeśli zazwyczaj jeździsz komunikacją miejską, tak jak ja, to szklane pojemniki czy butelki będą niepraktyczne i zbyt ciężkie. Do samochodu owszem, wtedy pakuję jedzenie w moje ulubione szklane pojemniki lub do słoika (np. sałatkę czy zupę). Mój syn jeździ z plastikowymi pojemnikami po zakupy na rowerze, np. do cukierni.

Choć to było prawie trzy lata temu, pamiętam, kiedy po raz pierwszy wybrałam się do sklepu ze swoim własnym pojemnikiem po ser żółty, biały i mięso. Teraz mnie to bawi, ale czułam się wtedy zawstydzona 😉 Ekspedientka nie kryła zdziwienia, oczy wszystkich z kolejki nagle zwróciły się w moją stronę, ale udało się bez problemu. Cieszyłam się wtedy jak dziecko 🙂

Przyznam szczerze, że nie zawsze jest tak bezproblemowo. Zdarza się, że w tym samym sklepie jeden ekspedient się zgodzi, a inny powie, że to wbrew przepisom. Nie jest to zgodne z prawdą, nie ma zakazów Sanepidu. W takiej sytuacji grzecznie i z uśmiechem na twarzy proszę, żeby pracownik upewnił się z kierownikiem sklepu. Jeśli masz wystarczająco dużo odwagi i uporu (co na początku może nie być łatwe), możesz sam umówić się na rozmowę z kierownikiem sklepu i wyjaśnić mu dlaczego jest to dla Ciebie ważne, żeby móc robić zakupy do własnych pojemników. Kto wie, może zmienisz jego perspektywę i sam będzie dokonywał zakupów tak jak Ty? Możesz też zagrać trochę marketingowo i zasugerować, że jego sklep może zyskać więcej klientów i lepszą renomę, jeśli na lokalnych grupach społecznościowych pojawią się informacje, że to jest sklep przyjazny zero waste? 😉

Zdarzyło się kilka razy, że wyszłam ze sklepu z pustymi pojemnikami (i udałam się do innego sklepu) albo z produktami w folii, kiedy po prostu musiałam kupić konkretne jedzenie. I przyznaję, że wciąż zdarza mi się kupić coś w opakowaniu plastikowym (o zgrozo ;-)). Nikt nie jest doskonały 😉 Poza tym powtarzam też zawsze na warsztatach, żeby kierować się przede wszystkim zdrowym rozsądkiem. Jeśli masz jechać kilkanaście kilometrów do innego sklepu, w którym wiesz, że na pewno kupisz do własnych pojemników, wszystko to, co jest Ci potrzebne np. na kolację, a rodzina czeka głodna w domu, to zastanów się, co jest priorytetowe w danej chwili. Poza tym wyemitujesz też więcej CO2, bo przecież musisz tam dojechać. Zdaję sobie sprawę z tego, że ktoś mógłby teraz powiedzieć, że można było wcześniej zaplanować zakupy. Owszem, ale czy zawsze wszystko da się przewidzieć i zorganizować? Ja nie działam ortodoksyjnie zgodnie z zasadą „wszystko albo nic”, tylko w zgodzie ze sobą, do czego Ciebie również gorąco zachęcam. To Ty wiesz, gdzie jest twoja granica zero waste, nie oglądaj się na innych, nie przejmuj się hejtem, który zawsze w końcu się pojawi, kiedy zaczniesz się dzielić swoją drogą do zero waste. Dla niektórych inni ludzie są zawsze „za mało” albo „za bardzo” jacyś tam. Oni patrzą przez swój pryzmat, Ty trzymaj się swojego, wprowadzaj zmiany małymi krokami i nie zamartwiaj się, że nie jesteś drugą Beą Johnson, która wraz z rodziną produkuje zaledwie jeden słoik śmieci rocznie. Świat się nie zawali, jeśli raz na jakiś czas w Twoim domu pojawi się plastikowe opakowanie.

Miało być o pojemnikach, a wyszło trochę filozoficznie, ale mam nadzieję, że takie szersze spojrzenie będzie dla Ciebie ciekawe 🙂

#plasticfreejuly #lipiecbezplastiku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *